Przesilenie Zimowe – Szczodre Gody (z „Przypiecka”)

autor artykułu: Joanna P.Runika

Słowianie! Przyjaciele!

W ten świąteczny, przepiękny czas, dzielę się z Wami darem, który sama dostałam – możliwością posłuchania mądrego człowieka, słowiańskiego wieduna, który wiele lat temu bez reszty oddał się w opiekę Ojcu Słońcu oraz Matce Ziemi. Przede wszystkim zaś jest to człowiek, który duchowym Słowianinem jest rzeczywiście na co dzień: jest nim w pracy i gdy odpoczywa, podczas cichej zadumy oraz głośnych koncertów, w ogrodzie i w zagrodzie, z rodziną i ze zwierzętami. Zawsze w zgodzie z wartościami, w które wierzy. W świecie, który tworzy wokół siebie, nie ma miejsca na fałsz, wygodnictwo, brak czci dla Przyrody, plastik, chemię czy zmutowaną żywność. Każdego dnia własnym życiem udowadnia, że MOŻNA tak żyć, że można się tego nauczyć. I, że gdy człowiek tego dokona, obudzi się w świecie pełnym Światła, żywym, pięknym, prawdziwym i dobrym!

Niniejszy artykuł opublikowany został pierwotnie ma moim blogu PRZYPIECEK i stanowi moje tłumaczenie ze słuchu audycji z udziałem Žiarislava. Z okazji Szczodrych Godów chciałabym podzielić się nim także w tym miejscu z przyjaciółmi ze Zrzeszenia Słowian, dlatego wklejam go tutaj w całości. Życzę Wszystkim miłej lektury!

Joanna

 

Dzwoń, dzwoneczku! Dzwoń, dzwoneczku, dzwoń!

Rozbuchane buchajcie w ziemię ozembuchy!

Weselcie się ludzie, grajcie i śpiewajcie,

Aż zatańczą z nami bogowie i duchy!

Dzwoń, dzwoneczku! Dzwoń, dzwoneczku, dzwoń!

Nowy Jas się rodzi, słońce siłą poi!

Przywitajmy wszyscy to świetliste Dziecię

Grajmy i tańcujmy – niech nikt dziś nie stoi!

 

[ozembuchy]

Niniejszym tłumaczeniem dzielę się z Wami, drodzy Goście, niczym świątecznym miodowym kołaczem, takim dopiero co wyciągniętym z pieca. Mam nadzieję, że zrobi się Wam od niego słodko i przyjemnie ciepło, że Was owionie zapach znajomy a błogi – zapach domowego szczęścia, dziecinnej radości i odczuwania ważności chwili.

Przyznaję, odłamałam od tego kołacza kilka fragmencików (takich nie powiązanych z tematem albo maili od słuchaczy), żeby był tylko i tylko wyłącznie, caluśko okrągle świąteczny. Polecam jednakże przesłuchanie całości audycji, na przykład podczas przygotowań: gotowania, pieczenia, pieczenia, gotowania… Jest ona bowiem wyjątkowo urocza, tak słodka, że Wam głośniki lukrem pozatyka, nawet jeżeli nie wszystkie słowa będą zrozumiałe. Dajcie się porwać głosom prowadzących, dajcie się wprowadzić w klimat Szczodrych Godów, o jakich być może marzycie…

http://www.slobodnyvysielac.sk/relacie/rodna-cesta/ – po prawej stronie szukamy (po dacie) audycji z 2013-12-17 czyli „zimny slnovrat”.

Podczas audycji zagrane zostały i zaśpiewane (na żywo) kolędy. Podaję dokładny czas ich trwania, żeby łatwo było je znaleźć:

  1. „Volame Roda” – z płyty CD (0:33:45 – 0:36:53)
  1. „Pásli ovce” – na żywo (0:5500 – 0:57:00)
  1. „K Zimnému Slnovratu” – na żywo (1:31:00 – 1:32:50)
  1. „Volame Roda” – na żywo (1:33:00 – 1:34:10)
  1. „Pieseň Zimného Slnovratu” – na żywo (1:56:00 – 1:58:15)
  1. „Chvála Ti za svelto” – na żywo (1:59:10 – 2:00:00)

 

„NIE KLĘKAJCIE – TAŃCUJCIE!

NOWE SŁONKO WITAJCIE!”

 

(Początkowe problemy ze sprzętem, prowadzący się śmieją, jednak w końcu udaje im się przywitać słuchaczy. Boris przygotowuje słuchaczy na to, że podczas tej audycji dziać się będą „wielkie rzeczy”. Słyszymy zapowiedź zaplanowanych na tę audycję wątków: 1) Słońce – niegdyś środek wszechświata; 2) Jak dzisiaj do tego wracamy; 3) Co to takiego „Kraczun” i jak dostał się on na Węgry i do Rumunii; 4) Jak oznaczone jest Przesilenie zimowe w przyrodnym czasniku (kalendarzu Słowaków z Rodnej Cesty); 5) Dlaczego Wielka Noc przypada na Vianoce [nazwa Szczodrych Godów/Bożego Narodzenia na Słowacji]; 6) Jak przesuwało się Boże Narodzenie w kalendarzu. Znowu techniczne problemy, Žiarislav niczego nie słyszy…)

Boris: Nic nie słyszysz w słuchawkach? Jak to?

Žiarislav: A tak to.

Boris: Jak to: „tak to”? Tak zupełnie?

Žiarislav: Ani uszami nie słychać, co gra!

Boris: Uszami nie… bo to musisz na słuchawkach…

Žiarislav: Na słuchawkach to już w ogóle nic…

Boris: No dobrze, to może jako wstęp, zanim uporamy się z kłopotami technicznymi, przeczytam jeden z maili, które do nas przyszły…

Žiarislav: Dobra, czytaj…

Boris: A spróbuj…

Žiarislav: … czekaj… już coś łapie…

Boris: Spróbuj… Tu masz taki „gąbik”, spróbuj go włożyć do środka… I co? Słychać teraz?

Žiarislav: Tak!

Boris: Udało nam się! Wspaniale! (śmiech) Tu jest, widzisz, taki spinacz… No. Žiarislav, zanim przejdziemy do dzisiejszego, bardzo ważnego tematu, powiedz – czy Szczodre Gody to największe święto?

Žiarislav: W dzisiejszych czasach tak. Dawniej jeszcze bardziej obchodzono Kupalia czyli Przesilenie letnie.

(….)

Boris: Tak więc dzisiaj omawiamy Przesilenie Zimowe. (…) Zacznijmy może od tego, co zapowiadaliśmy – od punktu pierwszego, a więc tej, powiedzmy, astronomicznej kwestii: Słońce było niegdyś środkiem wszechświata.

Žiarislav: Troszkę to z(a)warliśmy [zawarliśmy pewną myśl w krótkim zdaniu, ale i zwarliśmy, a więc ścieśniliśmy tę myśl, żeby się w jednym zdaniu zamknęła. Tu uwaga na rdzeń z(a)„war”cia. – J.K.]. Ale tak to już jest w tym naszym świecie, we wszechświecie… Według naszej mitologii świat został zavareny – powstał z ognia, ze słonecznego światła, prabóg Swarog go utworzył z ognia niebieskiego – z tego właśnie ognia powstał wszechświat, w którym my żyjemy. Przodkowie nasi od pradawna – a więc nie tylko odkąd znani są nam jako Słowianie, ale jeszcze wcześniej – pojmowali Słońce jako centralny punkt świata.

Ten pogląd umocnił się jeszcze, kiedy ludzie zaczęli uprawiać zboże – oczywiście już przedtem obserwowano „drogę” Słońca i jego wpływ na Przyrodę, rozumiano, że się dzięki niemu rozwija, jednak w momencie, gdy sami zaczęli uprawiać ziemię i trzymać zwierzęta, które udomowili, Słońce zyskało dla nich jeszcze większe znaczenie, pojawiła się potrzeba kalendarza. Mówiliśmy już o tym, że te nasze najstarsze kalendarze, leżące na terenie Słowacji „rondle”, pochodzą sprzed ośmiu tysięcy lat. „Rondle” informujące o pozycjach zarówno Księżyca jak i Słońca, powoli rozprzestrzeniały się w kierunku Zachodu – Stonehenge, jak wiadomo, powstał dobre kilka tysięcy lat po rondlach, które znajdowały się u nas. To są właśnie najstarsze dowody kultu solarnego o jakich wiemy. Kolejne dowody mamy już od Przodków, których znamy „z imienia” – jako Słowian. W ich kulturze Słońce odgrywało centralną rolę.

Boris: Czyli, można powiedzieć, że Przesilenie zimowe, nie jest świętem typowym tylko dla Słowian, że obchodzone było w rozmaitych kulturach, że wszyscy równie intensywnie świętowali odrodzenie Słońca?

Žiarislav: Tak. A w Europie wszystkie tak zwane przez nas dzisiaj „indoeuropejskie kultury”. Możemy sobie wyobrazić, jak w tych najdawniejszych czasach Przodkowie ze zdumieniem, a może i strachem odkrywali, że dzień staje się coraz krótszy a potem – w konkretnym momencie tendencja ta się odwraca i dni znów stają się dłuższe. Wiemy, że słowo „dzień” związane jest ze światłem, ze słowem „div”, jak również – podług innej wykładni – jest on tym, co jest dane, a więc „dzień” jest „dany”; div – dane światło; przy czym „div” to znaczy „boska siła”. Z tego mamy potem słowo „divať sa” [sł. patrzeć, wpatrywać się] a więc przyjmować światło. Ludzie zdali sobie sprawę z tego, że każdego roku taka sytuacja powtarza się, że dzień znów zaczyna się wydłużać, że dzień, czyli ta siła widna, zwycięża nad siłami nocy i chłodu. Rozpoznano ten punkt zwrotny. Od momentu Przesilenia żywia (prana) i żywica „rusza”, nagli do drzew. A więc, tak jak powiedzieliśmy, był to punkt zwrotny. Ludzie, którzy byli bardziej świadomi – nazywamy ich wiedomymi, wiedunami – zaczęli zaznaczać pozycje Słońca. Masz na przykład górę i ta góra rzuca cień. Tam postawisz jakiś obelisk, jakiś kamień, a kiedy cień tej góry dotknie szczytu owego obelisku, wówczas wiesz, że nadszedł moment Przesilenia. Nawet dzisiaj można to wypróbować – wystarczy w dniu Przesilenia wkopać do ziemi jakieś bierwiono a po upływie roku zobaczycie, że cień będzie dokładnie w tym samym miejscu, będzie takiej samej długości i tak dalej. Przodkowie to właśnie zjawisko zaobserwowali i dopasowali do niego czas świętowania. Nie wiem, czy chcemy teraz dotknąć tych wszystkich astronomicznych rzeczy, które oczywiście są bardzo ważne, ale…

Boris: Mnie głównie interesuje to, dlaczego dla Przodków Przesilenie zimowe miało takie ogromne znaczenie. Upraszczając to trochę, czy można powiedzieć, że kiedy Słońce zacznie wracać i znowu powróci życie, to w końcu przyjdzie też wiosna i wszystko rozkwitnie… Czy to były właśnie powody owej radości, owego świętowania? Po tych długich zimnych wieczorach… nadzieja, że wreszcie idzie lepszy dla człowieka okres…

Žiarislav: Tak. Dzień zaczynał się wydłużać. Nam, którzy mamy żarówki, może wydawać się to śmieszne, bo co to za wielkie rzeczy, że jest długi wieczór za oknami. Ale dawniej było inaczej. Miałeś łuczywa – pochodnie, albo właśnie tylko łuczywa, a więc szczapki wysuszone na piecu, które wytwarzały światło. Świeczki przeznaczone były tylko na wyjątkowe okazje, na święta, ponieważ wyrabiano je z pszczelego wosku a ten był oczywiście drogocenny, trzeba było szukać plastrów wosku i z nich je robić. Tak więc taka woskowa świeczka to była wielka, „odświętna” sprawa. Dzisiaj zresztą też tak jest…

Wróćmy na chwilę do astronomicznego aspektu. Nie chciałbym, żeby było to dla słuchaczy ciężkie w odbiorze, więc tylko kilka prostych słów o tym: kiedy oś Ziemi jest odchylona tak, że się jakby odwraca od Słońca, wówczas my mamy zimę, natomiast na półkuli południowej panuje lato. I odwrotnie – kiedy oś Ziemi nakłoni się ku Słońcu, u nas jest lato, a z drugiej strony zima.

Boris: Ale o tym nasi Przodkowie wiedzieć nie mogli.

Žiarislav: Mogli, nie mogli… Z pewnością wiedzieli, że istnieją różne pasma klimatyczne, ot choćby dlatego, że kupcy wędrowali daleko, odwiedzając wiele rozsianych po świecie kultur. My nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, co oni wówczas wiedzieli, a czego nie. Być może bylibyśmy zaskoczeni, ileż oni już wtedy wiedzieli. Ale jak by nie było – uważali Słońce za centrum wszechświata. I Słońce było dla nich Świętością. „Święty” znaczy „wielki” i „mocny”. Słońce było wielkie i mocne. (…)

Obrzędy związane z odradzaniem się Słońca przeżyły do dzisiaj. Mogły zaniknąć, ale tak się nie stało przez 1000 lat zakazów. Przeżyły i zachowały się do teraz. A i Słońce pozostało niejako w środku ludzkiego pojmowania. Stąd te wszystkie przysłowia: „Jeszcze ufa swojemu Słoneczku”, albo „Jeszcze mu Słońce nie zaszło” – na określenie tego, że jeszcze masz nadzieję…

Boris: Doczytałem się w Internecie takich rzeczy, że na przykład najstarsza wzmianka o słowiańskich obrzędach Przesilenia Zimowego znajduje się w niejakim synajskim Euchologium z X w. [http://pl.wikipedia.org/wiki/Modlitewnik_synajski – J.K.], ale że w tekście tym znajduje się głównie krytyka tych, co pierwszego stycznia chodzą i kolędują, że takie rzeczy robili właśnie „poganie”. Była to więc przede wszystkim krytyka tych ludzi, ale jakby nie było, jest to też chyba pierwsza zapisana wzmianka. Bo z pewnością możemy powiedzieć, że same obrzędy są o wiele, wiele starsze.

Žiarislav: Najstarszy zapis pochodzi od Prokopiusza [zmarły w roku 366 – J.K.], który pisał o Słowianach jako o narodzie, który czci Słońce. Potem to, o czym mówisz, było jeszcze w zakazach Cyryla i Metodego – oni zakazali kolędowania, jako że kolędowanie było pierwotnie obrzędem duchowości rodzimej. Dopiero później, kiedy się okazało, że zakazy tutaj nic nie pomogły, kolędy zostały „przetekstowane” – u nas działo się to pod koniec IX wieku, albo w drugiej jego połowie. Mimo wszelkich zakazów lud nie pozwolił obedrzeć się z rodzimej duchowości, wszystkie te obrzędy nadal były odprawiane, nawet pomimo okrutnych często kar. Ludzie wciąż czcili Słońce jako tego przyrodnego słonecznego ducha, który był dla nich święty. Można powiedzieć, że wtedy Przyroda była związana z duchowością. Słońce jest też gwiazdą – z dzisiejszego punktu widzenia. Dziś wiemy, że tych słońc jest we wszechświecie całe mnóstwo, ale postrzegamy to tak, że to jedno jedyne Słońce jest naszym Słońcem, tak samo jak ta jedna jedyna mama jest twoją mamą – wiemy, że jest bardzo wiele mam, ale tylko tę jedną nazywasz mamą. Tak i my nazywamy to nasze Słońce Słońcem. Potem oddawanie czci Słońcu było już zakazane. Nawet dużo później, kiedy ktoś próbował udowadniać, że ziemia fizycznie obiega słońce, miał… no, powiedzmy, że spore trudności.

Boris: Do tego jeszcze dojdziemy. Ja bym chciał póki co wrócić do tego, o czym mówiliśmy przed chwilą – że obrzędów, związanych z Przesileniem, nie należy kojarzyć wyłącznie ze Słowianami, że również w starożytnym Egipcie podczas Przesilenia obchodzono wielkie święta, że w tym czasie wszyscy przeżywali wielką radość. Przesilenia obchodzono na całym świecie.

Žiarislav: Zgadza się, dobrze mówisz. Przy czym zauważ, że u nas mówi się w większości o tych wielkich cywilizacjach, słynnych ze swoich ogromnych piramid i grobowców, a więc o cywilizacji babilońskiej, egipskiej i greckiej, bo po nich zachowały się rzeźby i wielkie stadiony, ale pamiętajmy, że każde najmniejsze plemię, którego nazwy nawet nie znasz, obchodziło Przesilenia. Nawet kiedy dla porównania popatrzysz na Amerykę, widzisz, że tam mają Taniec Słońca; w Ameryce Środkowej stawiają Maje na Przesilenie Letnie – jak u nas; także w Ameryce Północnej świętowano Przesilenia. Przesilenie Zimowe zaczęło być obchodzone intensywniej w momencie kiedy kultura stała się rolniczą.

Boris: Wyjaśnij mi jeszcze jedno: jak to możliwe, że było tak wszędzie na świecie, wśród wszystkich tych kultur. Słowianie – cóż oni mogli wiedzieć o Indianach w Ameryce? A jedni i drudzy robili w zasadzie to samo: i ci i tamci czcili Słońce. Jak to możliwe, że wszystkie kultury robiły to samo, nawet o sobie nie wiedząc?

Žiarislav: Wszędzie z wyjątkiem równika, bo tam cały czas jest przesilenie. Albo nigdy. (śmiech)

Boris: Ale przypuszczam, że i oni mieli słonecznych bogów…

Žiarislav: Oczywiście. No więc to jest tak, że wszyscy jakoś postrzegali Słońce. Nie chodzi o to, że w jakimś miejscu na Ziemi żyją mądrzy ludzie, a w innym głupi. Ludzie obserwowali, postrzegali rzeczy, przekazywali sobie wiedzę o nich. Kiedy zyskali pismo, stracili pamięć. Pamięć się bardzo pogorszyła, odkąd człowiek zaczął polegać na słowie pisanym. Pierwotnie wszystkich ważnych rzeczy, wszystkich tych wersetów, uczono się na pamięć. Wiesz, tego dało się nauczyć jedynie od wiedunów. To samo dotyczy obrzędów. Zawsze jest tak, że kultura coś traci a coś zyskuje. Teraz mamy auta, natomiast nie umiemy już jeździć na koniu, nie umiemy też chodzić jak dawniej: dzisiaj, gdy ktoś przejdzie pól kilometra, to już go bolą nogi, a kiedyś chodziło się i trzydzieści kilometrów bez specjalnego zmęczenia. A więc również ciało, nie tylko kultura, popada w atrofię i upada, kiedy traci swoją przyrodzoność. Kiedy zyskujesz nową rzecz, tracisz starą, przy czym i jedna i druga ma swoją wartość. Wracając do tematu: dawniej postrzegano w sposób przyrodzony – wszystkie kultury tym się cechowały. Naprawdę wszystkie – bo to nie jest tak, że jakiś tam jeden naród jest oświecony, a inne są głupie i nieświadome i muszą się od niego uczyć. Wiedza-świadomość pojawiała się na całym świecie w sposób całkowicie naturalny i naprawdę jeden u drugiego nie musiał niczego podpatrywać.

Boris: Fascynujące… Kiedy sobie uświadomisz, że podobne rzeczy robili ludzie oddzieleni od siebie kontynentami – że, nie istniały żadne techniczne możliwości ani żeby się spotkać, ani żeby coś podpatrzeć, a oni robili niemal dokładnie to samo.

Žiarislav: Nie było nawet naszej radiostacji Slobodny Vysielac! (śmiech)

Boris: (śmiech) To jest naprawdę niesamowite, kiedy sobie uświadomić, że taki obrzęd, Przesilenia na przykład, czy w ogóle oddawanie czci Słońcu, było czymś wspólnym dla wszystkich, dla tak odległych od siebie kultur… (…)

Boris: Przejdźmy teraz do drugiego z zaplanowanych punktów: w jaki sposób my dzisiaj wracamy do tych wszystkich dawnych rzeczy, o których właśnie rozmawiamy, jak choćby kult Słońca czy świętowanie Przesileń. Więc jak to z tym jest? Wracamy dzisiaj do Słońca?

Žiarislav: Tak. Wracamy. I teraz pytanie brzmi: w jaki sposób wracamy? Otóż wracamy do tego świadomie i wracamy podświadomie. Póki co większość ludzi na razie podświadomie. Powiem na przykład, że kiedyś, dawno temu, Przyroda była święta. A potem się oddzieliła świętość od Przyrody. To, co święte, postawiono ponad Przyrodą, jako „nadprzyrodzone”. Przyroda była czymś mniejszym, czymś mniejszym było ciało. Duch natomiast jak gdyby był odosobniony. Podkreślam: jak gdyby. Bo przecież ludzie wciąż pili wodę z Przyrody, jedli chleb, który wyrastał w Przyrodzie. Wdzięczni byli za wszystko, ale w ich świadomości się to rozszczepiło. Następnie – w późnym średniowieczu – widzimy początki nowoczesnej nauki. Przyrodna duchowość oddzieliła się od wiary/religii. Wiedźmy-uzdrowidzielki były zarówno „pogankami” jak i chrześcijankami, jednak wszystkie leczyły żywią – żywotną siłą. Wiedza oddzieliła się od religii. Część z niej przeszła w różne lecznicze, rolnicze i inne obrzędy, część poszła w kierunku studiowania/poznawania li tylko materii (na zasadzie odosobnienia od Wiedy-Wiary, a więc bez czci dla tych wszystkich rzeczy, „przedmiotów badań”) i właśnie coś takiego nazywa się dzisiaj nauką. Podsumowując: dzisiejsza nauka jest pozostałością Wiedy.

Nowsza nauka – nazywająca siebie nowoczesną, chociaż jest to stara wieda – ta właśnie „nowoczesna” nauka „odkryła”, że Ziemia obraca się wokół Słońca. W naszym języku będzie to Matka Ziemia (nie musimy używać indyjskiej nazwy Gaia, bo mamy własną). Słońce i Matka Ziemia są ze sobą na trwałe powiązane; Ziemia obraca się wokół Słońca. Naukowcy wszystko to po swojemu ponazywali, „odkryli” słoneczną energię (dzisiaj mamy już nawet telefony działające na energię słoneczną); „odkryli”, że ta energia na nas oddziałuje i że bez niej w ogóle by nas nie było. Aż wreszcie „odkryli” ci tak zwani „nieduchowni” naukowcy (mówię „tak zwani”, bo naukowcy tak naprawdę nie są nieduchowni – to my ich nie postrzegamy jako duchownych, podczas gdy oni też szerzą baje i mity), tak więc zrozumieli ci nasi naukowcy, że Słońce jest centralnym punktem dla naszego życia. Ludzie do tego wracają, czują to. To nie jest tylko jakaś tam gwiazda, ale jest to zjawisko/istota naprawdę bliska twojej duszy. Dzisiaj na nowo zaczynamy mieć cześć dla Przyrody, dla tych wszystkich rzeczy, które są silne i wielkie; święte dla naszej duszy. I tak to się właśnie wszystko odnawia.

Przysłał nam niedawno Bohumer swoją kolędę do Swarożyca. Niekiedy więc chwyci to ludzi z takiej strony, z jakiej byś się nie spodziewał, ale oni właśnie spostrzegają, że czegoś im brakuje. A tym, czego brakuje, jest właśnie ta nasza słoneczna duchowość.

Boris: Czyli, że mają oni to gdzieś w sobie, gdzieś w podświadomości, i to aż… przedziera się na wierzch.

Žiarislav: Tak, Bohumer na przykład to fan muzyki metalowej; jeszcze przed czterema laty w ogóle się tym nie zajmował… (śmiech)

Boris: Poczekaj, chodzi o tę kolędę „Jak si krásne Svarožiatko”, tak? [Tekst i nuty kolędy autorstwa Bohumera – tutaj: http://www.ved.sk/pics2013/koleda_bohumer.jpg – J.K.] A więc, skoro już mowa o kolędzie od Bohumera, to może przy okazji poinformuję słuchaczy o dwóch sprawach. Pierwsza to taka, że Žiarislav ma tu ze sobą skrzypce, więc wygląda na to, że dzisiaj muzyka będzie na żywo. A druga dobra informacja jest taka, że jest tu z nami dzisiaj w studio młodzież; oni będą wspólnie z tobą śpiewać. Słuchacze tego nie widzą, ale my tu mamy naprawdę pełne studio. Mamy dwójkę gości. Powiedz może, kim oni są.

Žiarislav: Jest tu z nami dzisiaj Jasna oraz pewien młody mieszkaniec Bystrzycy, anonimowo.

Boris: Cześć, Jasna!

Jasna: Dzień dobry!

Boris: Teraz słuchacze uwierzyli, że naprawdę tu jesteście. (śmiech)

Žiarislav: Oni sami jeszcze przed dwiema godzinami nie wiedzieli, że tu będą. (śmiech) Teksty kolęd pokazałem im przed chwilą. (śmiech) Jeszcze tylko Peter nie wie, że będzie śpiewać.

Boris: Petra trzeba…

Žiarislav: Potem go zawołamy, kiedy będziemy śpiewać. Najpierw puśćmy jedną kolędę.

Boris: Masz na myśli nagranie z płyty? To daj płytę. (…)

Boris: Tak… To była piosenka, która… obawiam się, że nie wiem, jak się nazywa…

Jasna: Voláme Roda.

Boris: Jak? Voláme Roda… Dziękuję ci, Jasna. Bo już się bałem, że nie będzie miał mi kto podpowiedzieć, bo Žiarislav akurat wyszedł. Bo my tu mamy taką niewiarygodną demokrację, że gość tak sobie po prostu może wyjść podczas utworu i potem zdąży albo nie zdąży wrócić… o, właśnie zdążył, możemy więc kontynuować nasz temat. (…)

Mówiłeś przed chwilą o tym, że pomału ale pewnie ludzie zaczynają wracać do tradycji naszych przodków, bo to się z podświadomości po prostu wydziera na wierzch. Jedna rzecz, z tych które o przesileniu czytałem, bardzo mnie ciekawi: ten okres Przesilenia Zimowego miał być okresem, kiedy granica pomiędzy naszym światem a światem umarłych była jak gdyby otwarta i zarówno dobre jak i złe dusze poruszały się „wolno” po świecie…

Žiarislav: Na to, o czym czytałeś, składa się kilka rzeczy. Przede wszystkim Przesilenie Zimowe zwraca naszą uważność na Ducha Przodków, przerobionego później na Mikołaja, ale i w tej jego postaci wciąż obecne są symbole, które możemy widzieć jako znaki ochronne bądź coś unaoczniające. Duch Przodków uczestniczy też w kolędowaniu – wiemy, jak to wygląda: mamy czterech taneczników: strażników czterech stron świata, którzy na skrzyżowanych (w kształcie prakrzyża) ozembuchach, obracając się zawsze w prawo, niosą właśnie Ducha Przodków. Ten jest na twarzy albo umazany sadzą albo nosi maskę. Albo ma kukłę. Najczęściej jest to jednak owa sadzowa „maska”, czyli umazana twarz. Jest to właśnie wyobrażenie Ducha Przodków, bądź też boga Roda. To centralny punkt naszego słonecznego krzyża. Trzeba dostrzegać ten prakrzyżjego kształt ma na przykład adwentowy wieniec – okręg z czterema elementami, czterema świeczkami (…); podczas okresu nazywanego dzisiaj adwentem, czeka się na znowuzrodzenie Słońca – w tym kole są już wyznaczone cztery elementy. W późniejszych czasach w miejsce owego znowuzrodzonego słonecznego dziecięcia – syna Swaroga – podstawiony został „Križny” czyli Christos. „Križny” jednak na stałe złączony jest z tym swarogowym kołem. Na przykład stare krzyże w okolicach Detvy nie mają dodanego żadnego odlewu w postaci Jezusa na szubienicy. Taki odlew to czyste rękodzieło tworzone przez rzeźbiarza, a w środku bardzo często mające… prakrzyż – postać jest więc niejako wykonywana pod to słoneczne koło. Podobnie Konstantyn, kiedy usiłował wytłumaczyć Słowianom świętą Trójcę, robił to za pomocą porównania: Słońce, słoneczne ciepło itd. ma wpływ na ludzi – wyjaśniał więc czym jest owa Trójca, posiłkując się Słońcem! Dlaczego? Bo ludzie to akurat rozumieli.

I to właśnie Słońce przedstawiają sobą ci czterej tanecznicy, o których mówiliśmy. „Voláme Roda” znałem od dziecka. Z tym ż śpiewało się to tak: Nesieme capka ako baranka do neba, aby ho prijal, o pomoc bíjal Kristus pán. Jeśli się dobrze przyjrzysz temu tekstowi, poczujesz, że tam jest coś dołożone, na końcu tego wiersza. A to dlatego, że kolędy, których nijak nie udało się skutecznie zakazać, zostały pozmieniane, zostały tam podstawione inne treści. Nie chodzi tu o to, żeby negować Jezusa, możemy poważać jego nauki, bo są piękne, są w porządku. Chodzi o to, że my czcimy przede wszystkim nasze rodzime wartości. I tak na przykład Duch Przodków obecny jest również przy naszym stole – Słowianie dzielili się jadłem także z tymi, którzy już odeszli, których dusza była już na tamtym świecie – tym niebieskim, rajskim. Tak, „niebiosa” i „raj” są to stare słowiańskie słowa, słowa z naszego pierwotnego, rodzimego języka. Przypominano sobie przodka, który wstąpił do światła raju, ale mógł jeszcze wspólnie z rodziną uczestniczyć w obrzędach. I odwrotnie, rodzina mogła uczestniczyć w tych obrzędach wspólnie z nim. B on w ogóle nie umierał w tym rodzie, zostawał niejako, by żyć razem z potomkami. Wyraz tego możemy znaleźć w różnych przyrodzonych duchowych nurtach, ale u nas objawiało się to w ten sposób, że się wspólnie z przodkami jadało. Popatrzmy choćby na podobieństwo słów: jest (od „być”) i jeść (sł. jesť).

Boris: Ale dlaczego właśnie w okresie zimowych godów tak bardzo czczono tych umarłych przodków? I czemu akurat ten okres miał być czasem, gdy owa „brama” pomiędzy światami żywych i umarłych jest otwarta? Dlatego, że jest wtedy tak ciemno? Co się za tym kryje?

Žiarislav: Powiem ci tak od siebie. Nie znajdziesz tego w żadnej książce, ja przynajmniej nie znalazłem. Jest na niebie Słońce, które jest świetliste. To słońce przeżywa odradzanie się samego siebie. Powstaje nowe Słońce. Ja to widzę tak, że Swarog, tudzież Swaroh, oraz Swarożyc – syn słoneczny, są jedną i tą samą osobą. On się każdego roku odradza – każdego roku ze starego Słońca powstaje nowe Słońce. A jako w niebie tak jest i na ziemi: przodkowie się odradzają, rodzą się potomkowie. Dziadkowie i dziatki czyli dzieci. Także baba i „baby”. Zwróćmy uwagę, że nazwy starego i młodego to właściwie to samo. Tak to się właśnie przodkowie z potomkami łączą i nic nie umiera – ród zostaje zachowany, przy-roda zostaje zachowana, słońce zostaje zachowane – wszystko jest w porządku, wszystko idzie dalej.

Boris: Wszystko się od nowa rodzi. (…) No! To może byśmy już coś zagrali?

Žiarislav: (śmiech)

Boris: Co? Gość i młodzież się tu śmieją… (śmiech)

Žiarislav: Wszyscy się staramy tego uniknąć, ale to jest oczywiście nieuniknione (śmiech). Noce są bardzo długie i trzeba przywołać coś świetlistego!

Boris: Ja się z tego cieszę! Mamy tu kajsik jakieś instrumenty? Skrzypeczki widzę, co mamy tu jeszcze?

Jasna! Ja cię bardzo proszę – otwórz te drzwi i powiedz temu panu, który ma na imię Peter, żeby tu do nas przyszedł, bo będziemy śpiewać.

Daj mi coś do rąk, Žiarislav!

Żebyście to mogli widzieć, drodzy Słuchacze, co tu się teraz w studio dzieje! Nieprawdopodobne rzeczy!

O! (śmiech) Przyszedł kolega Peter! – Czekaj! Przypnę ci tutaj… Dwójkę ci przypnę, chodź do dwójki. No chodź! (śmiech)

Peter: (nieco jakby zszokowany) No, ale czekaj… Toto je…

Boris: Mamy tu porządnego ozembucha! (słychać dźwięki ozembucha buchającego o podłogę)

Peter: A… to, to mi możesz dać. Bo śpiewać piosenkę, którą słyszałem zza ściany… to by była jedna wielka katastrofa! Ja sobie już kolęduję do przodu…

Boris: (śmiech) My teraz robimy wszystko!

Peter: Ja nawet nie znam tekstu! Ja mogę tylko nucić „na na na!”

(Žiarislav wręcza Petrowi kartkę, Boris wciąż powtarza: „Niesłychane, co tu się wyprawia!)

Peter: To teraz znam tekst, ale nie znam melodii!

Žiarislav: Normalnie się to da zaśpiewać, tak jak to robią dzieci w przedszkolu! Dzieci chwilę posłuchają, a potem idą z tym już same dalej.

Peter: Ale wiesz, co myśmy robili w przedszkolu?

Žiarislav: No co?

Peter: Myśmy tylko otwierali usta…

Boris: I widzisz, jak to się teraz odpłaca?

(wszyscy się śmieją)

Boris: A teraz wyjaśnię Słuchaczom, co się dzieje: Žiarislav przyniósł skrzypce, tu mamy ozembucha i jeszcze… co to jest, to trzecie?

(słychać rzępolenie na skrzypeczkach)

Žiarislav: Chodzi ci o „dupak”? [pl. tupak, bęben, na którym się bębni używając nóg]

Boris: Co to w ogóle jest?

Žiarislav: To jest taka deska, co ma zastępować wiejską podłogę…

Boris: A… i ty będziesz zarówno grać jak i na tym tupać?

Peter: Szkoda, że ciebie teraz nie widać!

Boris: Ja tu bucham tym ozembuchem teraz… A może ty chcesz buchać? Masz, ty będziesz śpiewać i buchać, a ja będę patrzył, jak wam to wychodzi!

No dobrze, to co właściwie gramy?

Žiarislav: Kolędę. Taką kolędę, która jest stosunkowo stara, a współcześnie ma w niektórych miejscach… w sposób światły… poprawiony tekst (śmiech).

Peter: (zrzędząc teatralnie:) Zaraz dopiero będziesz miał poprawiony tekst!

Boris: (śmiech) Tak oto, pierwszy raz w historii audycji Rodná Cesta, mój kolega Peter dostanie się do mikrofonu… Piękne to…

Žiarislav: Kolędy [których nie dało się w żaden sposób usunąć z naszej tradycji i kultury] były niegdyś „przetekstowane”. My dzisiaj staramy przywrócić je do ich pierwotnego stanu ducha.

Boris: Žiarislav stoi teraz daleko od mikrofonu, dlatego tak słabo go słychać.

Chcesz powiedzieć, że kolędy zmieniły się pod wpływem kościoła?

Žiarislav: Tak. Ich treść jest w sposób zamierzony zmieniona, tak żeby nie odnosiła się już do rodzimej duchowości. Teraz, kiedyśmy się już troszkę uwolnili, możemy już zagrać i zaśpiewać tak jak chcemy, bez żadnego zagrożenia. W przypadku tej, którą zaraz wykonamy – jest to znana kolęda, znana na wsiach (śmiech), nawet się tak samo zaczyna i kończy jak ta, co ją po wsiach śpiewają (śmiech). „Paśli owce pasterze.”

Z takich technicznych uwag – nie stójcie tak blisko przy mikrofonach, dajcie sobie metr odległości. Nie musicie się bardzo starać. Jak byście nawet nie mieli tekstów… Zróbcie to jak dzieci w przedszkolu (śmiech). Jak usłyszysz, jak się to śpiewa, to sobie poradzisz. Nasze piosenki są takie… no, powiedzmy szamańskie… wieduńskie… że nawet kiedy ich nie znasz, dasz radę…

Peter: Poczujesz melodię pierwszej zwrotki, a potem już do końca jest tak samo..

Žiarislav: Dokładnie!

Boris: Tak więc… Trzy-czte-ry! Idziemy!

„Pásli ovce” – na żywo (0:5500 – 0:57:00) Audycja 17.12.2013

PÁSLI OVCE

(ľudová koleda – upravil Žiarislav)

Pásli ovce pastieri

Na poľane na medzi

Tam sa im duch ukázal

A na nebo ukázal

Oni sa ho uľakli

Na kolená pokľakli

Nekľakajte tancujte

Nové Slnko vítajte

Zahrajte na fujarky

Zapískajte píšťalky

Zahrajte aj na doby

Nech sa národ prebudí

Zahrajte na gajdice

Zatancujte divice

Zatancujte aj deti

nech sa nám duch poteší

Pásli ovce valasi

Na tom našom salaši

Boris: Wybornie! Aż wam zaklaskam!

Peter: Mogę już odejść?

Boris: My cię tu jeszcze ściągniemy! Żebyś się wyćwiczył na tym ozembuchu.

Peter: Ozembuch odchodzi…

Boris: Zabierz go ze sobą, a my już cię potem zawołamy.

No, cudownie. A więc to była… To była kolęda?

Žiarislav: Tak, to była właśnie kolęda.

Boris: No, kolędujemy. Przybliż trochę mikrofon do siebie…

Žiarislav: Niech się nam spełni wszystko, czego sobie życzyliśmy w tej kolędzie!

Boris: No!

Gdzie właściwie skończyliśmy? dy-dy-dy… O, jest! Dobrze by teraz było porozmawiać o tradycjach, które się nam do dziś zachowały, co nam z tego jeszcze zostało. Bo powiedziałeś, że zaczynamy do tego pomalutku wracać. Bardzo dobrze, że się to tak drze z podświadomości na zewnątrz. (…) Zapytam cię teraz tak. Powiedzmy, że kogoś ciągnie do przyrodnej duchowości, że przemówiła do niego na przykład nasza audycja… No bo… wiesz, miałem tu niedawno dwóch gości. I mówią oni: „Zacząłem słuchać tę Rodną Cestę i nagle sobie uświadomiłem, że właśnie to potrzebowałem usłyszeć, tego właśnie chciałem całe życie, tylko o tym nie wiedziałem. Dopiero kiedy usłyszałem, to mi się zapaliło światełko: właśnie taką drogą chcę podążać!” No. I teraz sobie wyobraź, że jakiś słuchacz chciałby się, dajmy na to, nieco więcej dowiedzieć o Przesileniu Zimowym. Już się mu tam drze coś z podświadomości. Ale on właśnie nie wie, jakie tradycje, jakie zwyczaje się nam zachowały… To co mamy dzisiaj, to może już jest tylko jakaś upadkowa forma tego, co było dawno temu. Dlatego chciałbym, żebyśmy właśnie o tym porozmawiali: ja kto wyglądało kiedyś – co się robiło, jakie czynności, jakie tradycje pielęgnowali nasi przodkowie?

Žiarislav: Zaczniemy w tym czasie, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w chyżach.

[chyża – drewniana zagroda jednobudynkowa, półtora- lub dwutraktowa. Pod jednym dachem mieściły się w niej pomieszczenia mieszkalne, gospodarcze i inwentarskie. Strych pełnił funkcję stodoły. – wikipedia]

Wówczas ta nasza duchowość była jeszcze zjawiskiem powszechnym, dziś można by dla porównania użyć słowa „narodowym”. Była – w dobrym tego słowa znaczeniu – pierwotna – czyli rodzima, nasza przyrodzona.

Tak więc wówczas – wspominaliśmy już o tym – obrzędowe grupy urządzały obchody [czyli dosłownie obchodzenie, np. domu czy wioski – J.K.]. (…) Obchody mogły odbywać się i przed świętami, ale kiedy działo się to w same święta, w Przesilenie, to już nie mogło się to byle jak odbywać. Często z głośnymi, wierszowanymi życzeniami. Na Słowacji zachowało się to do dzisiaj. Dajmy na to, że w czas Szczodrych Godów przyszłaby jakaś rodzina odwiedzić swoich bliskich… My tak chodziliśmy i zawsze przygotowywaliśmy wcześniej jakieś „wierszowanki”. Mama znała te dawne, ja je często zrymowałem w taki sposób, żeby jednocześnie były śmieszne, dowcipne. Wołało się na przykład tak: [Žiarislav przygrywa na bębnie] „A ja wam życzę szczęścia i zdrowia i boskiego błogosławieństwa!” Albo: „Życzymy wam na Vianoce [czyli Szczodre Gody] abyście mieli cztery owce – cztery owce, cztery barany, to dostatek niesłychany!” [w oryginale „stado niesłychane”]

[Możemy z tym porównać znaną w Polsce przyśpiewkę, oczywiście już okraszoną dodatkiem chrześcijańskim:

Życzymy, życzymy,
Życzymy, życzymy,
I zdrowia i szczęścia
I błogosławieństwa
Przez serce Maryi (2x)
Niech miłość i pokój
W sercu twoim gości
Niech ci nie zabraknie,
Niech ci nie zabraknie
Ludzkiej życzliwości (2x)]

Boris: Ale w jakim celu robiło się takie obchody? Właśnie po to, żeby rodzinie i przyjaciołom życzyć, żeby się im w przyszłym roku jak najlepiej wiodło?

Žiarislav: Tak. Wiesz, ludzie sobie uświadamiali, że teraz jest czas Światła, że ta brama między światami ludzi, duchów i bogów, jest jakby na oścież otwarta, że jeśli teraz wypowiesz życzenie, to ono się spełni. Słowianie znali siłę słowa, oni wiedzieli… Wiesz, ty dzisiaj może byś nie chciał mieć czterech owiec i czterech baranów, ale w tych wierszykach, które się zachowały, to życzenie wciąż tam jest. Dawniej bowiem zwierzęta domowe oznaczały dobrobyt, teraz możesz to rozumieć symbolicznie.

Boris: Życzenie dostatku i w ogóle żeby się darzyło, ja to tak rozumiem.

Žiarislav: Zauważ, że w języku słowiańskim masz słowa „bogaty” i „ubogi” – oba mają ten sam rdzeń „bog”, „bóg”. Bóg czyli ta siła, która daje. Także… w tym czasie ludzie sobie nawzajem życzyli wszystkiego dobrego. To są właśnie gospodarskie czary, magia.

Boris: No dobra. Czyli, że zaczynało się święto od obchodzenia wsi, domów, od odwiedzin rodziny i przyjaciół. A co następowało po tym?

Žiarislav: Jedna uwaga: obchody i odwiedziny zachowały się co prawda do dzisiaj, ale przesunięte są na potem – na czas nie przed ale po głównym obrzędzie, po Szczodrym Wieczorze, znanym też jako Wigilia (24.12) – trochę tu się przesunął porządek rzeczy. Związane jest to z zasadami nowej religii, która zapanowała na naszych ziemiach. Pomyśl logicznie: jeżeli z życzeniami obchodziłeś domy przyjaciół i rodziny, to i pięknie ugoszczony być musiałeś. A jak tu kogoś ugościć, skoro przed Wigilią nakazany jest post? Nakazany przez… duchowną społeczność…

Boris: Jaki dyplomata! (śmiech)

Žiarislav: Tak się w każdym razie stało, że zwyczaj pozostał, tylko w nieco innym porządku. Zdecydowaliśmy, że będziemy pościć. Wiesz, post i w naszej rodzimej duchowości był praktykowany. „Pościć” znaczy „puścić”, „odpuścić” sobie na jakiś czas jedzenie pokarmów, po to, żebyś wybudził w sobie siłę. Przyrodne kultury tak samo zalecają posty. Z jedną wszakże różnicą – pości ten, kto chce pościć. A nie, że ktoś ci wybije zęby, bo nie dotrzymałeś postu.

Tak więc, wracając do kolejności rzeczy. W wyniku tych zmian, doszło do tego, że święto zaczęto rozpoczynać od witania Słońca. Robiła to osoba prowadząca obrzęd. Na naszych terenach nie było na przykład żerców, ani chramów-kościołów. Niektóre przyrodne kultury miały chramy – tak jak kultura babilońska, czy egipska (w tamtych czasach wszystkie bogate kultury umiejscowione były przy równiku, w większości w klimacie podzwrotnikowym). Tam występowało takie bogactwo, że mogłeś zebrać jakieś nadwartości czy zbytki – i z tego zbudować świątynię. U nas, jakbyś wszystko możliwe wykorzystał na budowę chramu, to nic by nie zostało, ludzie by odeszli i byłoby też po chramie, bo, rozumiesz, nie miałby tam kto chodzić. Tak więc kultury świątynne, to są w większości te słynne; jak egipska z jej złotymi grobowcami dla faraonów (…).

Osoba prowadząca obrzęd witała boga Słońce. Trzeba było zwrócić uważność ludzi na słonecznego ducha, pokazywano, że to boże Słonko teraz właśnie przychodzi, że trzeba się na to nastroić [sł. naladiť], osławić to. Robiono więc służące temu obrzędy. Najpierw musiałeś coś od siebie dać. Dopiero potem mogłeś przyjmować. Jest to podstawą żertwy – najpierw ty coś dajesz, a nie, że sam się najpierw objesz-obeżresz. W kulturze jest to ważna zasada: najpierw dajesz, potem przyjmujesz. Najpierw składasz ofiarę, potem możesz oczekiwać, że coś dostaniesz. I w przyrodzie przecież tak jest: najpierw kładziesz ziarno w ziemię, a potem możesz czekać na urodzaj.

Boris: Jakie obrzędy były wykonywane?

Žiarislav: Obrzędy były odprawiane w kręgach. Nasze świątynie, wały kamienno-ziemne były okrągłe (…), nie rogate (kanciaste), ale właśnieokrągłe. Kształt okręgu ma wielkie znaczenie. Zauważ, że piramidy zbudowane są na planie kwadratu, ale kształt wszechświata to kula, okrąg. Krąg, okrąg to podstawa. Dlatego i wieńce świąteczne i kołacze obrzędowe zawsze są okrężne. Także ludzie podczas obrzędu stali w kręgu. Stojąc w kręgu, czynili obrzęd składania żertwy, ofiary. Dawniej znanym wszystkim Słowianom, dziś zachowanym głównie u Słowian Południowych obrzędem zimowym było/jest palenie pniaka, bierwiona – Badniaka [Bodnyjaka]. Na Słowacji nie używamy nazwy Badniak, ale mówimy „kmeň” (sł. „pień”, a jednocześnie „plemię”). Słowacki historyk i etnograf Ľudovít Štúr zamiennie używał słów plemię (kmeň) i naród w odniesieniu do dawnych Słowian. Palenie kmeňa oznaczało, że jest Światło w narodzie. [Z drugiej strony palenie Bodnyjaka – Pana Nocy – było rytuałem mającym dać Nocy znać, że koniec już jej panowania, a więc było to przywoływania Światła, Jasności – J.K.] Nie zachował się natomiast przekaz odnośnie sposobu ułożenia tego bierwiona, jego palenia. Południowosłowiański gazda, Bośniak dajmy na to, palił Badniaka w piecu – takie informacje już mamy. Ale wiadomo, że piec jest wynalazkiem stosunkowo nowym. (…) Wcześniej musiało to być jakieś miejsce ofiarne, wyznaczone w środku wsi (…). Ja to sobie wyobrażam tak, że ten kmeň/bierwiono/Badniak – musiał być ustawiany w pozycji stojącej. Wokół niego rozpalano ogień – rozpalał go poświętnym sposobem ten, który prowadził obrzęd. Poświętnym i zawsze „starszym” sposobem. Jeszcze w XX wieku poświętnym sposobem zapalania ognia było tarcie o siebie dwóch kawałków drewna. Zawsze tym starszym sposobem. Dzisiaj jako to starsze używamy głównie krzesiwa. Wtedy, kiedy krzesiwo było zwykłą codzienną rzeczą, robiło się to poprzez tarcie drzewem o drzewo. W ten sposób nawiązuje się do dawnej siły naszych przodków oraz ich duchowości. Takim to właśnie sposobem zapalano ogień w Przesilenie Zimowe. Ten dzień przypada w większości na 21.12.

Boris: Czyli, że 21.12. palono ogień, tak?

Žiarislav: Tak. W zeszłym roku to była nawet taka ciekawa data: 21.12.(20)12. Rozumiesz. Więc nie ma co się dziwić, że zaraz potem zaczęliśmy nagrywać nasze audycje… Nie mogło być inaczej. (śmiech)

Boris: Zobacz, nawet mi do głowy nie przyszło, że tu jest jakaś zależność! (śmiech)

Žiarislav: Obrzęd zapalania ognia w czas Przesilenia był witaniem Słońca, słonecznej siły, był połączony ze składaniem żertwy. A nasz południowosłowiański gazda, kiedy zapalono ogień wokół Badniaka, kropił go wódką… oczywiście dawniej nie była to wódka – sypało się proso, z którym związane jest słowo „prosić”, albo kropiło się miodowym winem. Miód niektórzy nawet identyfikują ze Słowianami, choć przecież znały go też inne narody. W każdym razie – pierwszym obrzędem był obrzęd witania.

Poprzedzała go no, która była bardzo tajemnicza. Był to Kraczun. (W większości 20.12.) W tą noc często już wykonywali czynności magiczne, często czuwali, nie spali, budzili Ducha, a przed tym pościli. Wielu pościło – ale tak jak już wspominaliśmy wcześniej – robili to ci, którzy chcieli. Poszcząc, wybudzali siłę, aby ta siła włożona była potem w świąteczne obrzędy, aby przyjmowanie ziarna, miodu, wody, kołaczy – aby to miało większą siłę… Są też niejakie wzmianki o przepowiedniach i wróżbach, które robiło się w tym czasie lub o miłosnych czarach, ważnych zwłaszcza dla dziewcząt. I inne tego typu rzeczy. Tak więc ta noc miała czarowną siłę. Nie mówię o magii, bo jest to perskie słowo. Mówię „czarowna”. Słowo „czar” oznacza „čara” (sł. kreska, nakreślona linia), czar łączy cię z tym, co dobre, a oddziela od złego.

Potem był dzień PrzesileniaSlnovrat [SłońceWraca, SłońceWrota].

A potem był Osiew. Czyli obrzęd, o którym już mówiliśmy – obchody [obchodzenie]. Ludzie chodzili od domu do domu. Nawet w XX wieku jeszcze. Ja sam jeszcze brałem w tym udział, kiedy byłem mały. Układało się te życzenia…

Vianoce [to słowacka nazwa „Gwiazdki” tudzież „Wigilii”]. Z Wikipedii się dowiecie, że słowo pochodzi od niemieckiego Weihnachten. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że „nachten” i „noce” to dwa różne słowa! Vianoc znaczy „więcej nocy” lub „największa noc”. Bardzo możliwe, że pewne podstawowe pojęcia nie tyle przenikały do innych krain/kultur, co powstawały w tych różnych kulturach zupełnie niezależnie od siebie. Słowa możemy odwodzić od naszych podstawowych pojęć. I tak my mamy mamy słowiańską wersję tego słowa. Via-noc. Noc. Po łacinie nox. Więc równie dobrze możesz powiedzieć, że jest to łacińskie zapożyczenie, a nie niemieckie. Trzeba więc podejść do sprawy nieco krytycznie, a nie, że na Wikipedii ktoś coś napisał i wszyscy to potem stamtąd „odkukają” i powtarzają dalej, zamiast pomyśleć trochę nad podstawą… „noce” są jednak trochę inne niż „nachten”.

Vianoc – to Wielka Noc, Wielka, dlatego, że największa, najdłuższa.

A potem wraca Słońce, mamy Slnovrat. Słonko powróci… powróci! Nastąpi jego powrót. W języku celtyckim, angielskim nie ma już takiego słowa jak Slnovrat. Mamy jakieś opisowe „shortest day” – najkrótszy dzień, a więc Kraczun. Kraczun dostał się na Węgry… bo kiedy plemiona madziarskie przyszły… yhm… troszkę chyba przeskoczyłem… (śmiech)

Boris: No właśnie, właśnie… Chciałbym tu pewien porządek!

Žiarislav: Tysiąc informacji… Rób porządek w swoim domu. (śmiech)

Boris: Ułóżmy to jeszcze raz.

Najpierw była noc poprzedzająca najkrótszy dzień – Kraczun. Czarowna noc, podczas której nie spaliśmy…

Žiarislav: Noc, której już przypisywano wielką moc. Z gospodarskim czarem jeszcze się trochę czekało, ale z miłosnym… już nie.

Boris: Co to znaczy?

Žiarislav: No, spytaj się Lazoríka [słowacki etnograf, folklorysta, zmarł niecałe 2 lata po nagraniu tej audycji w 2015]. W noc przed Kraczunem w Krivanach schodziła się młodzież, tak trochę potajemnie się umawiali… jeszcze w XX wieku! – i mieli tam takie różne piosenki i „wyczytanki”, a przy tym robili korowody, no i wykonywali pewne… nazwijmy to… pobudzające miłosne czynności. Nie, że robili to jakoś bardzo mocno, ale powiedzmy, że…

Boris: Delikatnie? Symbolicznie?

Žiarislav: Dokładnie. W taki sposób w dawnych czasach zabezpieczano zachowanie świadomości, że kontynuacja rodu jest czymś bardzo ważnym. Tak więc nie tylko wzywać Słońce, ale zrobić w tym celu coś jeszcze. Co w naszej dzisiejszej białej kulturze, która wymiera, nie byłoby wcale takim złym elementem (śmiech), rozumiesz. To ma sens, kiedy sobie przypomnisz, jak bardzo przyrost naturalny maleje, że jako pierwotni obywatele Europy właściwie wymieramy…

Boris: Myślę, że mogłoby to być cierniem w oku w niektórych oficjalnych kręgach.

Žiarislav: I właśnie dlatego odbywało się to tak trochę potajemnie.

Boris. Dobrze. Także noc przed Kraczunem to była… dobra noc.

Žiarislav: Ja naprawdę proponuję udać się do Krivan i popytać Lazoríka, on ma ponad 90 lat, ale jeszcze z wielką ochotą poopowiada o tym co się działo. I „wierszowanki” wyrecytuje i zaśpiewa i powie, jak to wszystko wyglądało.

Jerzy Przybył – „Bodnyjak, Pan Nocy”

Kroczy Kraczun krótkim krokiem

Oblewając Ziemię mrokiem

W mroku mruga skra skrzesana –

Spalim dzisiaj Nocy Pana

Boris: Potem, po tej nocy przed Kraczunem nadchodzi już czas Przesilenia – Slnovratu. Palenie ogni. Oto, co przeczytałem w tym temacie: do rytualnego połączenia się z solarnym zjawiskiem przesilenia należało palenie ogni – o tym już wspominałeś – tudzież, w przypadku nie palenia wielkich watr, zapalanie świeczek; ogień płonąć powinien aż do świtania, czuwano przy nim i nie spano; w Rosji z kopców toczono („posyłano”) płonące koła. U Słowian południowych do ognia wkładano polano nazywane Badniak – o tym też już rozmawialiśmy. Podobnie/analogicznie świętowali ten czas Germanie i Litwini, z czego należy wnioskować, że chodzi o bardzo stary zwyczaj.

Žiarislav: Dopowiedziałbym może dwa słowa do tego. Brakuje nam na Słowacji takiego dobrozwyku, żeby młodzi ludzie chodzili między starych [pytać ich o różne rzeczy] i czytali z rodzimych, pierwotnych źródeł. Można się ciekawych rzeczy dowiedzieć. Otóż płonące koło wcale nie było w Rosji tak częstym zjawiskiem, jak… u nas! Konkretnie – między tym studio, w którym właśnie siedzimy a moim gazdostwem jest Detva, Podpoľanie, i tam, jak wynika ze źródeł pisanych, puszczano w dół płonące koła. W Rosji też się to oczywiście robiło, ale na granicy, tam gdzie są góry. W innych rejonach jest płasko, to jak mogłeś toczyć tam w dół te koła? Oczywiście, Rosjanie mają bardzo wiele pięknych zwyczajów, ale my często zapominamy o swoich zwyczajach.

Jak już tak dopowiadamy, to dodam jeszcze, że i Litwini i Celtowie palili bierwiono. Nazwa Badniaka kojarzy się nam dzisiaj ze Słowianami południowymi dlatego, że oni ten obrzęd zachowali po dziś dzień. I tym, że go zachowali, zasłużyli na to słowo. Rozumiesz. (…)

Boris: To jeszcze raz, dla porządku:

1) Noc przed Kraczunem

2) Przesilenie – Slnovrat

3) Osiew → Szczodry Wieczór

Parę słów jeszcze na temat tego ostatniego?

Žiarislav: Osiew. Chodzisz z domu do domu – czyli obchody. Chodzisz z życzeniami: „Na polu obrodzi!”, „Cztery barany!” i tak dalej. Obchodziło się tak w okresie między Szczodrym Wieczorem a dzisiejszym Nowym Rokiem, który właściwie, z chrześcijańskiej perspektywy nie jest świętem. Kiedyś, w starych czasach, te święta były powiązane. W tych starych, ale już „przejściowych” czasach. Wtedy Nowy Rok powiązany był z Vianocami (pl. ze Szczodrymi Godami tudzież z Wigilią. Słowacka nazwa Vianoce może oznaczać zarówno słowiańskie i chrześcijańskie święto). W czasie pomiędzy Vianocami a Nowym Rokiem była jeszcze swoista wolna przestrzeń, nazywało się ją „między świętami”. Nowy Rok stał się jakby ostatnim przesileniowym obrzędem, poprzedzającym ples (pl. zapusty, karnawał. Ogólnosłowiańskie słowo „ples” znaczy zabawa, potańcówka). Ostatni obrzęd – święto, zabawa, tańce.

Boris: Ale to było zaraz po osiewie, czy jak?

Žiarislav: Tak, tak – szliśmy po kolei. Kraczun – Przesilenie (Slnovrat) – Osiew – Ples.

Osiew – czyli chodzisz z domu do domu i już dajesz dar, także cielesny (fizyczny). Ten dar to, jak mówią niektórzy – zasiew, tak jakbyś zasiewał. Zasiewasz prawą ręką o (ile jesteś praworęczny). Do tego życzenia (po słowacku prianie) składane przyjaciołom (priateľ). Wówczas mówisz to czarowne słowo [wierszowane życzenie]. I już teraz, w tym czasie, kiedy Słońce rodzi się na nowo, kiełkuje przyszły urodzaj. Cała twoja przyszłość zależy od tego obrzędu. A cały przesileniowy obrzęd jest, można powiedzieć – obrzędem opłodnienia, podczas gdy wiosna jest okresem porodu. Potem, gdy Matka Ziemia już porodzi, posuwa się to dalej: pojawiają się płody, czas żniw, dożynek i tak dalej, aż na koniec podążasz znów ku nowemu Zimowemu Przesileniu. Wtedy, kiedy znów Słońce zrodzi się na nowo, ty znów, wspólnie z nim uczynisz zasiew. Wtedy życzysz (sł. praješ) tego dobrego wyniku.

Następcą Osiewu stała się Wigilia. Oczywiście nie dajesz już jako podarunku ziarna ani kołaczy, ale… no na przykład lalkę ze sztucznego tworzywa… ale bądź co bądź samo dawanie jest nawiązaniem do tego dawnego zwyczaju. Z Dzieciątkiem Jezus nie ma to nic wspólnego. Ja przynajmniej nie czytałem nigdzie, żeby Jezus chodził i rozdawał dzieciom podarki z tworzywa sztucznego. Chciałbym to jeszcze raz podkreślić – Wigilia czyli Szczodry Wieczór jest następcą obrzędu Osiewu!

Boris: A co następowało po nim?

Žiarislav: To, co nazywamy Kolędą. Kroniki mówią, że był to pierwszy dzień w roku – z łaciny. Trochę by się to zgadzało, trochę nie… Rzymianie obchodzili pierwszy dzień roku w marcu – dlatego „october” to ósmy, a nie dziesiąty miesiąc, „september” siódmy, nie dziewiąty. Właśnie dlatego, że mieli początek roku w marcu.

A więc masz kolędę – koladę – obrzęd, podczas którego przychodzą tanecznicy i tańczą kołowy taniec – korowód. Do koła. Potem nastąpiło… językowcy nazywają to zjawisko mocją [zjawisko zmiany rodzaju gramatycznego rzeczownika w wyniku procesu słowotwórczego, z reguły z rodzaju męskiego na rodzaj żeński – Wikipedia. Do kołakola do → kolado → kolada? – J.K.] Kolęda polega na tym, że przychodzą tanecznicy – czterej strażnicy czterech stron i wyznaczą „role”: ty będziesz tym, ty będziesz tamtym, ty będziesz „Gubo” albo „Stary” albo „Grico” czyli „Igric”. Igricy – były to grupy obrzędowe, które utrzymały się jeszcze do średniowiecza. Były one zarodkiem divadla [po „polsku” divadlo to teatr, ale tu – nie bez przyczyny – używać będę dalej słowackiej nazwy, bo div to dev czyli bóg/duch – J.K.]. W języku prasłowiańskim „igrać” nie znaczyło „grać” – tak jak jest to rozumiane dzisiaj, ale robić obrzędowe divadlo. „Gry” po łacinie to „scienes”. I właśnie to były SCENY – obrzędowe gry, przedstawiające to, co się dzieje we wszechświecie, na niebiosach, świętości, ale też to, co się dzieje tu na ziemi.

Boris: Czekaj… doprecyzuj jeszcze, kiedy ta kolęda się odbywała. Byłoby to już po Nowym Roku?

Žiarislav: Nowy Rok u Słowian nastawał wiosną. Albo nigdy. Bo, jak pisze doktor Milka Horvatova, rok się nigdy nie kończył.

Boris: No ale według tego naszego, współczesnego pojęcia…

Žiarislav: Dobrze. A więc ci dawni Słowianie rozpoczynali Nowy Rok wiosną. Wtedy ruszała nowa żywia, nowy jar.

Boris: Natomiast jeśli będziemy się trzymać tego, co jest dzisiaj…

Žiarislav: Dzisiaj możemy uznawać pierwszy stycznia za Nowy Rok. Bo jak już jest święto, to po co z tym walczyć? Tylko – trzeba sobie uświadomić, że ten rok się wtedy nie kończy, bo życie się nie kończy (śmiech). Jest to spirala – dlatego skorupki ślimaka traktowane były jako amulet ochronny – ślimak jako spirala właśnie.

Boris: To kiedy była ta kolęda?

Žiarislav: Powiedz, o jakim stuleciu myślisz, to ci odpowiem.

Boris: A… bo to się jakoś przesuwało?

Žiarislav: No tak, oczywiście! Przyjrzyj się na przykład powiedzeniu: „Zapusty – Turzyce – Wielkanoc przyjdzie!” – a Turzyce są dziś 50 dni po Wielkanocy [Zesłanie Ducha Świętego ma na Słowacji nazwę wywodzącą się od Tura-Turonia, tak jakby nazwa dawnego słowiańskiego święta przeszła na zupełnie inne. Tzn. sama nie przeszła… – J.K.]

Boris: Powiedz w takim razie jak to było w czasach przedchrześcijańskich.

Žiarislav: Więc… przed nastaniem… chrześcijańskiego zakazu – tak bym to powiedział – ale już w czasach, kiedy chrześcijaństwo było obecne na naszych ziemiach [bo z tego okresu mamy na ten temat dane (…) i patrząc na rzecz z naszej dzisiejszej perspektywy – kolęda przypadała w Nowym Roku, w styczniu, wtedy, kiedy do dziś w cerkwi prawosławnej obchodzone jest boże narodzenie. [W Kościołach, które nadal celebrują liturgię według kalendarza juliańskiego (tzw. Kościoły wschodnie, głównie Cerkiew greckokatolicka i Kościół prawosławny), Boże Narodzenie przypada na 25 grudnia kalendarza juliańskiego, tzn. obecnie 7 stycznia kalendarza gregoriańskiego. – Wikipedia] Potem się ten Nowy Rok przesunął na Przesilenie/Slnovrat, a kolęd już nie zakazywano, tylko je przetekstowano. Działo się to w IX wieku, w X się utwierdziło. Następnie nastaje tu zachodni rzymskokatolicki Kościół i wówczas święto zaczyna przybierać mniej więcej taką formę, jaką znamy dzisiaj. Odpowiedziałem ci?

Boris: Tak.

No a teraz… Bohumer przysłał nam tę swoją kolędę „Jak si krásne Svarožiatko”. Możemy ją zaśpiewać?

Žiarislav: Nie, niestety nie mamy do niej tekstu…

Boris: A masz jakąś inną kolędę?

Žiarislav: Jasne!

Boris: Dobrze, to ja idę zawołać Petra. Mamy dzisiaj taką swobodną audycję, że mogę na chwileczkę zniknąć.

Žiarislav: (do reszty gości:) No to… będziemy śpiewać! Tylko… nie mam tu już nic do picia… Nie wadzi. Wytrzymamy.

Boris: (wraca, coś tam do kogoś mówi…) No zamykajcie drzwi! Idziemy grać!

To wy się przygotujcie, a ja w tym czasie przeczytam mail od słuchacza (czyta list, w którym jest podziękowanie za „mikrokoncert” i życzenia wszystkiego najlepszego).

Peter: Jozef mógłby śpiewać w chórku.

Boris: Jozef w chórku. Jozef Horislav. No zobaczymy. W Nowym Roku może coś się wymyśli. A ty już jesteś przygotowany z tym ozembuchem? (śmiech)

Žiarislav: Człowiek na duchowej drodze zawsze jest przygotowany!

Boris: No tak. (śmiech) To idziemy! Tylko… czekaj, zdradź nam tytuł piosenki!

Žiarislav: „K zimnému Slnovratu”

Boris: (do Petra:) Masz tam tekst?

Peter: Mam rytm!

Boris: No to… trzy-czte-ry!

„K Zimnému Slnovratu” – na żywo (1:31:00 – 1:32:50) Audycja 17.12.2013

K ZIMNÉMU SLNOVRATU

Na Dušičky sláviš

živý kolovrat,

a od predkov tráviš

hrady múdrych rád

Na Roda, na –Deda,

Deda – deducha,

obdarí i dieťa

predkov predtucha.

Slnovrat sa blíži,

zrazu už je dnes,

jak by sa ľud vyžil?

v občine je ples.

Vedomec už slávi

V kruhu sviatosti,

obetiny chváli

k  veľkej radosti.

Štedrý večer spieva,

krásny voňavý,

dary rozochvieva.

Tu máš, ty, aj ty

Prajeme vám z duše

Slnka obrodu,

cesty mocné, rúče,

vám, aj národu

Boris: Wspaniale! Wybornie! (do Petra:) Dobrze ci szło z tym ozembuchem! Już się bałem, że dziurę w podłodze wytłuczesz! (do Žiarislava, słysząc znów jego skrzypce:) Zaśpiewamy jeszcze jedną?

Žiarislav: Chcesz jeszcze „Volame Roda” na żywo?

Boris: No jasne!

„Volame Roda” – na żywo (1:33:00 – 1:34:10) Audycja 17.12.2013

VOLÁME RODA

voláme roda

voláme roda

starého

nech je obroda

nech je obroda

mladého

voláme slnka

sálavú silu

svaroga

aby zosvoril

aby zosvoril

národa

Boris: Wspaniale! Jasna, ty… podejdź tu do mikrofonu, bo zamierzam cię pochwalić przed całym światem. Zwykła, mainstreamowa rozgłośnia radiowa to nic – ty śpiewałaś w porządnym internetowym radio przed całym światem! Zrobiliście to w dwugłosie, dobrze słyszałem?

Jasna: No, tak.

Peter: A ja! Jak sobie z ozembuchem radziłem!

Boris: Ty już nie trajkocz ciągle o tym ozembuchu!

Žiarislav: Dość łatwo grać na instrumencie, który całą instrukcję obsługi ma w swojej nazwie: o-zem-buch! [o-ziemię-buch!]

Boris: (do Petra:) Dobrze, zabuchaj jeszcze, żeby ci wierzyli…

Peter: (buch!-buch!-buch!)

Žiarislav: To był Peter!

Boris: (śmiech) Chodzi tu, bucha… Takie rzeczy się dzieją…

Žiarislav: Teraz będzie chodzić po ulicy i klepkać (śmiech).

Boris: Napisali do nas słuchacze (czyta wiadomości z facebooka, Žiarislav odpowiada).

(W jednym z maili pojawiło się ciekawe pytanie. Słuchacz wspomina najpierw, że jego własna babcia używała i do dziś używa określenia Kraczun. Kiedy spytał o znaczenie tego słowa, babcia odpowiedziała mu, że to synonim Wigilii, czyli dnia narodzin Jezusa. W związku z tym chciałby się zapytać, kiedy i dlaczego świętowanie narodzin Jezusa przesunięto na czas Przesilenia Zimowego. Następnie pada jeszcze pytanie, czy „kózeczki” są zdrowe, wszystkie sześć.)

Žiarislav: Kózeczki są zdrowe, wszystkie dwadzieścia. Dzisiaj był właśnie, nie wiem już, ósmy albo dziewiąty poród. Rożka porodziła bliźnięta.

Boris: O, gratulujemy!

Žiarislav: Przekażę (śmiech).

Boris: No dobrze. Odpowiedzmy może na pytania. Jedno z nich dotyczy Kraczuna, drugie przesuniętej daty narodzin Jezusa.

Žiarislav: Tak jak słowo „Vianoce” oznacza „wielką noc” albo „więcej nocy”, tak odwrotnie, jeśli nie będziemy patrzeć na noc, tylko na dzień – będzie on najkrótszy, stąd „Kraczun”. To bardzo stary sposób na opisanie Przesilenia Zimowego. Przy czym pamiętajmy, że w naszej dawnej słowiańskiej kulturze mogło być wiele określeń: Kraczun, Przesilenie Zimowe, Slnovrat, Staniesłońca… Kraczun jest chyba najbardziej znany. I chyba najszerzej rozpowszechniony. W tym miejscu dopowiem przy okazji – nawiązując do tych naszych punktów, które na początku audycji obiecywaliśmy omówić: wtedy, w tych dawnych czasach, słowiańska kultura była tak silna, że szerzyła się między inne narody (tak jak dzisiaj szerzy się kultura angielska), dotarła nawet do Madziarów i do Rumunii. Tylko dodać trzeba, że nie wzięli jej od nas „etniczni” Madziarowie i etniczni Rumuni, bo ci w ogóle powstali na skutek zmieszania różnych kultur. Madziarowie (…) wzięli od nas zarówno kalendarz jak i rolnictwo jako takie; jedną z tych rzeczy, które wzięli, była także nazwa „Kraczun”. „Karaczuń” jest po węgiersku a „Kraczun” po rumuńsku. Rumunia – wiemy, że byli tam Dakowie, Trakowie, Słowianie… (…) okolice Siedmiogrodu były swego czasu właściwie słowiańskie… (…) Tak więc nasza kultura tak była silna i wielka, że rozszerzała się na świat i to pomimo tego, że (do VI wieku, powiedzmy) Słowianie nie byli znani z tego, żeby kogoś najeżdżali. (…)

Teraz druga część – dlaczego wspomnienie narodzin Jezusa przesunęło się na Przesilenie? Najpierw – już o tym rozmawialiśmy – Przesilenie jako symbol… hmm… rzymskie słowo „symbol”… Jako święto rodzime było zakazane. Jednak kiedy się okazało, że na nic się te zakazy zdały, wówczas zmieniono jego znaczenie. To samo się stało z Turícami [pl. Turzyce. Dzisiaj, u nas – Zesłanie Ducha Świętego – J.K] – najpierw zmieniły się w „Na Ducha”, potem komuniści, nie wiedząc co z tym zrobić, zrobili „Pierwszego Maja”, a teraz w maju [dziewiątego] mamy Święto Unii Europejskiej. Tak więc zawsze ta… nowa siła… stara się najpierw wymazać to, co było wcześniej, a gdy nie wychodzi, to można jeszcze całkiem przeinaczyć. „Przeinaczyć” – używam tego słowa, chociaż nie jest ono zbyt często używane, bo chciałbym… Tylko… jak to powiedzieć, żeby nikogo nie dotknąć…

Boris: Tak się nie da, niestety.

Žiarislav: Więc… Na przykład „Ojciec Święty”… W starej duchowości Słowian i Przed-Słowian, których my nazywamy sztucznym słowem „Indoeuropejczycy”, „Wielki Ojciec” – to było Słońce, słoneczny duch, a „Wielka Matka” to była Ziemia. Potem byli inni ojcowie i inne matki, ale to inna rzecz jest. W każdym razie… „Wielki Ojciec” występuje także w chrześcijaństwie: Święty Ojciec, Święty Syn i Święty Duch. A mimo to ktoś żyjący na ziemi nazywa siebie „Ojcem Świętym”, bo stało się ta, że ludzie starali się ściągnąć tę świętość na jakiś urząd. Z Przyrody na ludzki zarząd, rządy (…). I tak zarządzono, że skoro nie da się świętowania Przesilenia zakazać, to trzeba je przeinaczyć.

Boris: Ale co to znaczy, że nie dało się zakazać? To znaczy, że ludzie wciąż palili polana i skakali przez ogień?

Žiarislav: Tak, oni ciągle robili te obrzędy.

Boris: I to nawet pod groźbą kary?

Žiarislav: Tak, ponieważ wierzyli, że gdyby przestali, bardzo by na tym ucierpieli, że ich podstawa zostałaby zniszczona, że gdyby ich na siłę przeinaczyli, ich dusze byłyby skradzione, że gdyby ich martwych chowali w miejscach, gdzie oni nie chcą, zamiast na skraj świętego gaju, mieliby ci obcy nad nimi i nad duszami przodków władzę, że by te dusze przodków spętali i umieścili w jakimś pieklisku. Tak więc oni się tego bali i nie chcieli… Bo chcieli, żeby ich dusze szły do raju – do raju z ich wiary. Nie poddawali się więc do końca żadnym karom, które za to groziły. A mogła za to grozić nawet kara śmierci! XI wiek pod rządami różnych (było ich wielu) władców węgierskich: głównie kary odebrania majątku, ale pojawia się też taki zapis, że można to było przypłacić „majątkiem i głową”. Majątek nie starczył, jeszcze głowę zabrali… głowę, która przecież nie jest jakoś mało istotna dla życia człowieka…

Pomimo więc tego wszystkiego zachowała się ta duchowość do dzisiaj – z tym tylko, że to pierwotne zostało czymś innym przykryte. Ale tu widzimy mądrość ludu, który miał tak zwaną „dwuwiarę”. Można powiedzieć, że to synkretyzm, chociaż słowo synkretyzm pochodzi już ze słownika religijnego, nie rodzimego, a oznacza złączenie dwóch lub wielu różnych nurtów w jeden. Spójrz tylko, w jaki sposób dzisiejsi ludzie świętują Boże Narodzenie: jest niejaki Szczodry Dzień, przed wieczerzą zazwyczaj spożywa się niewiele, przygotowuje się gościnę, piecze kołacze, chociaż w większości są to obecnie raczej jakieś prostokątne „klockacze”. Co do zieleni… Nie przyniesiesz zielonych gałązek ze świętego dębu, no bo dąb o tej prze roku ma co prawda jeszcze liście, ale są one już brązowe, prawda? Z wielką czcią przyniesiesz do domu gałązki – ale najpierw dasz jakąś ofiarę drzewu, z którego je odcinasz, wszak jeżeli chcesz cokolwiek wziąć z lasu, najpierw musisz mu coś dać. Więc to tam, w ten święty gaj zaniesiesz ofiarę. Podobnie w maju – kiedy zakazano święcenia świętymi drzewami, ludzie zaczęli przynosić do wioski coś, co miało im takie drzewo przypominać, tak właśnie powstał zwyczaj stawiania „Maików”, przystrajanych wstążkami i różnymi ofiarami. Jednak pierwotnie było to święte drzewo i to ty się do niego udawałeś. Potem i „Maiki” były zakazywane. „Maiki”, które miały w swej budowie dwukrzyż. Dwukrzyż był wtedy symbolem drzewa. [Dwukrzyż czyli tzw. krzyż lotaryński, znany z herbu Sowacji – J.K.] W każdym razie bierze się do domu gałązki. Niektórzy mówią, że zwyczaj stawiania w domu choinki przyszedł do nas z Niemiec. Otóż z Niemiec przyszedł do nas (w okresie protestantyzmu) zwyczaj umieszczania w domu drzewka i zawieszania go u powały, do góry nogami, jak jakąś ofiarę [sł. „głową d dół”]. Później dopiero – i całe szczęście – postawiono je znów głową do góry. Natomiast u nas, nie brało się dawniej całego drzewa, tej całej istoty, a jedynie gałązki, które później były zdobione tak, żeby przypominały święte drzewo, do którego nie mogłeś już pójść.

Patrzmy dalej na te święta: nadchodzi rano. Znany w Dolinie Górnego Hronu zwyczaj nakazuje umyć się (twarz, ręce) w wodzie, w której są monety. Ma ci to zabezpieczyć zdrowie i dobrobyt, a więc jest to znowu gospodarki czar. Potem wszyscy zasiadają do stołu i zmawiają modlitwę przed jedzeniem – „Wieczne Światło…”, albo jakąkolwiek inną, z tej innej duchowości, która się tu u nas zadomowiła. Następnie wstają od stołu i – jak nasi przodkowie – podchodzą do drzewka, które całe jest obsypane osiewem, choć nie są to już ziarna ale podarunki. To taka kontynuacja. Ale nie jest tak, że musisz rok w rok kupować w domu towarowym jakieś tworzywa sztuczne tylko po to, żebyś je potem wyrzucał na śmietnik. Ja pamiętam, że jeszcze u mojej babci na choince wisiały suszone jabłuszka i orzechy – ona jeszcze zawieszała żertwę [sł. „obetiny” – od słowa „objeść”; nasza „żertwa” pochodzi od słowa „żreć”, które dawniej nie miało pejoratywnego znaczenia, a wręcz przeciwnie – J.K.] (…) Babcia miała jabłuszka i orzechy – żywą żertwę z płodów przyrody

No i wiele, wiele jeszcze takich zwyczajów mających rodzime korzenie. Z wyjątkiem może ryby. Dzisiaj wszędzie podczas wieczerzy jemy rybę, ale dawniej tego nie robiono. Nie w górzystej Słowacji. Dawniej jadło się różne obrzędowe wypieki.

Poza tym w zasadzie wszystkie te zwyczaje są zakorzenione w naszej słowiańskiej kulturze. Łącznie ze strażnikami czterech świętych stron: Wschodniej, Południowej, Zachodniej i Północnej, czyli tam, gdzie Słońce wschodzi, gdzie jest najwyżej, gdzie zachodzi i gdzie o północy jest na Siewierzu. Te cztery strony obrazują czterej kolędnicy w swargowym tańcu; jest jeszcze z nimi do dziś Duch Przodków. Jak również „nowe Słońce” – mały Jezusek, któremu także chwała, ale… nie muszą przy tym jego wyznawcy kopać w zadek naszego Starego, naszego Dziad-Ducha! Bo wiesz, w tej upadkowej formie kolędowania, jest on kopany i nazywany „starym psem”. (…) Dzisiaj, jeżeli chcemy, żeby rodzime słowiańskie oraz chrześcijańskie wartości istniały obok siebie w zgodzie, nie może być mowy o kopaniu w zadek Ducha, a z nim duchowości Przodków. Rozumiesz? Nie można go zmuszać do pokłonienia się nowemu reżimowi. Jezusek, podarki – tak. Osiew – tak. Ale pohańbienie, kopanie – nie. (…) No, teraz to ci odpowiedziałem chyba nawet szerzej niż oczekiwałeś…

Boris: No i dobrze. (…) A teraz powiedz – na czym się to święto kończyło. Bo myśmy doszli do Osiewu. Było potem jeszcze coś? Ples [zapusty]?

Žiarislav: Dokładnie, kończyło się to zapustami. Mamy tam właśnie przedstawicieli tych sił – Rod jako Turoń i inne maski… Dzisiaj jest to noworoczny karnawał. Oczywiście, że i to jest dzisiaj już przeinaczone, że świętujemy to z innej perspektywy. (…) Ja bym powiedział tak: mamy obecnie do czynienia z ogólnie ciemnymi czasami – wszystko jest przeliczane na pieniądze, płytkie, brzydkie i niesmaczne, takie zatrute, przechemizowane, zmanipulowane genetycznie… Głęboko wierzę w to, że da się przywołać tego Ducha i mogą robić to wspólnie ludzie wszystkich wiar: czy takich, czy takich, nie będę wymieniać nazw, bo wiemy jak różni są ludzie, a wszystko może mieć jakieś dobre słońce w sobie. Moglibyśmy przywołać odrodzenie duchowości, z której byśmy się cieszyli, która dałaby nam poczucie bycia braćmi i siostrami i nie rozdzielałaby nas na takich i innych… Chciałbym, żeby nastało takie właśnie PRZESILENIE.

Boris: To by było dobre.

Moglibyśmy zagrać jeszcze jakąś piosenkę na żywo? Czujecie się na siłach, śpiewacy? Nooo, jeszcze jedną, co?

Žiarislav: No dobra… Ale nie jesteśmy przygotowani!

Boris: Tak więc będzie to całkowita, niewiarygodna improwizacja!

Jasna, zawołaj, proszę cię, tego z tym ozembuchem – niech jeszcze raz przyjdzie.

Zagrajmy więc jeszcze jedną, ostatnią. A wraz z nią się rozłączymy. Ja jeszcze potem puszczę coś z płyty.

Žiarislav: No dobrze. Zagramy tedy jedną na żywo, a potem puść „A gdy wyjdzie Słonko”.

Boris: Jaką?

Žiarislav: „A keď vyjde Slnko”.

Boris: Mam tę płytę? Acha! (do Petra:) No wejdźże z tym ozembuchem!

Peter: (buch! buch! buch!)

Boris: Już tu jest! Już przybyli betlejemcy! (śmiech) No to śpiewamy! Co to będzie za piosenka, Žiarislav? Łoo! A teraz gitarę wyciągnął! (…) Może ozembuch z gitarą być razem?

Žiarislav: Czemu by miał nie móc?

Boris: Będzie to zupełna nowość – lepiej nagrywajcie, bo nigdzie indziej czegoś takiego nie usłyszycie! Ozembuch z gitarą! Wspaniale! A co to będzie za piosenka, powiedz nazwę…

Žiarislav: „Pieseň Zimného Slnovratu”

Boris: Łooo! Wspaniale! Przyszedł nawet pan [nazwisko?]. Możesz śpiewać z nami! Nie? Nie chcesz? (śmiech)

„Pieseň Zimného Slnovratu” – na żywo (1:56:00 – 1:58:15) Audycja 17.12.2013

PIESEŇ ZIMNÉHO SLNOVRATU

Pod snehom už drieme zimná zem,

ako každý rok, už toľko krát,

uprostred tej zimy, ako sen,

rozosvieti sa nám Slnovrat.

Pod snehom je tráva zmrznutá,

ani krv tak dobre neprúdi,

sila trochu drieme zvädnutá,

(no) Slnovrat ju v kráse zobudí.

Už strácajú sa jasné videnia,

keď chmáry zastierajú unavený zrak,

(no) tým ktorí sa s málom podelia,

odmení ich veľký slnovrat.

Kračúň deň je daný nakrátko

a noc sa veru hrozne dlhá zdá.

Nezlepší to žiadne pozlátko,

(hoj), prebúdza sa sila slnečná!

Chvála veľké Slnko, vráť sa, vráť,

nech netápeme v temnej mäteži,

(nech) pominú sa smútky aj časy strát,

na tej našej piesne záleží.

Nech netápeme v temnej úzkosti,

prihotovte záprah pre koňa,

pre slncového koňa vo sviatosti,

(on) temno jasnou žiarou prekoná.

Boris: Wspa-nia-le! Wybornie! (śmiech) Dziękujemy ślicznie wszystkim śpiewakom i grającym, było nas tu maksymalnie pełno w tym naszym studio dzisiaj! Žiarislav, dziękuję. Miej się dobrze… (jakiś głos krzyczy, że zaprasza na galuszki) Co? „na galuszki” krzyczał? No… część śpiewaków już poszła. (…) Žiarislav chwycił skrzypce… Co się będzie działo?

Žiarislav: Kończymy, nie?

Boris: No kończymy. Zagrasz jeszcze jedną na koniec?

Žiarislav: Zaśpiewajmy cztery razy: „Chwała ci za Światło, grzejące Słońce, hej!”

Boris: Jasna, znasz to?

Jasna: Tak.

Boris: Dobrze więc, zagrajmy jeszcze.

„Chvála Ti za svelto” – na żywo (1:59:10 – 2:00:00) Audycja 17.12.2013

chvála ti za svetlo

hrejivé slnko

hej

chvála ti za svetlo

hrejivé slnko

hej

Boris: (cichym głosem:) Miejcie się dobrze. Do usłyszenia.

(głośniej:) Miejcie się dobrze. Kiedy już rozmawiamy o tym, że chcemy się wszyscy pojednać, żebyśmy byli braćmi i siostrami, puścimy na koniec taką piosenkę, która by nas rzeczywiście mogła zjednoczyć według mnie. I tym utworem się pożegnamy. My z Žiarislavem zobaczymy się dopiero w Nowym Roku, to znaczy w tym „klasycznym” Nowym Roku rzecz jasna, nie w tym słowiańskim, bo tak to byśmy się dopiero na wiosnę zobaczyli, a to by nie było aż tak dobre (śmiech). Tak więc w tym naszym współczesnym Nowym Roku dopiero. Dziękuję ci pięknie, Žiarislav. Chcesz jeszcze coś powiedzieć na koniec?

Žiarislav: Chwała, chwała! Ten rok się nie kończy i nowy się nie zaczyna – jest to oczywiście nieustanne płynięcie dalej. Życzymy Wam, drodzy słuchacze, bracia z bliskich i dalekich kręgów narodowych i duchowych, abyśmy wspólnie poczuli to grzejące, co w sobie mamy, a co jest podstawą tego wszechświata i świata i abyśmy poczuli Przesilenie razem i w zgodzie.

Boris: Tak. A co to oznacza razem i w zgodzie? [Pamiętajmy, że] wszyscy jesteśmy na jednej łodzi.

Rozłączamy się piosenką, która jest wszystkim zapewne dobrze znana [piosenka ludowa, melodia taka sama jak słowacki hymn narodowy – J.K.]. Miejcie się dobrze

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML :

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>